niedziela, 28 czerwca 2026

Rozdział 4: Igrzyska Olimpijskie 2026 — Pary Sportowe

Życiowy triumf
Riku Miury i Ryuichiego Kihary. 

Riku Miura i Ryuichi Kihara (JPN) z piątego miejsca po programie krótkim ruszyli po historyczne złoto, ustanawiając przy tym rekord świata (158,13 pkt) za program dowolny.

Rozpędzeni sukcesami Anastasiia Metelkina i Luka Berulava (GEO) dołożyli do kolekcji olimpijskie srebro, a prowadzący po pierwszej części zawodów Minerva Fabienne Hase i Nikita Volodin (GER) przekonali się, że na igrzyskach nawet niemal pięciopunktowa przewaga nie daje żadnych gwarancji. 

Taką historię napisała rywalizacja par sportowych – o medalach decydowały nie tylko umiejętności i odporność na presję, lecz także odwaga, którą olimpijska tafla potrafi nagrodzić w najmniej oczekiwanym momencie.

Rozdział 4. Konkurencja par sportowych

Gladiatorzy na olimpijskim lodzie.

Dla 🥇Riku Miury i Ryuichiego Kihary to była długa, wyboista i dla wielu zupełnie nieoczywista droga do zwycięstwa.

Kiedy cztery lata wcześniej, podczas igrzysk w Pekinie w 2022 roku, japońska para zajęła 7. miejsce, nikt nie przypuszczał, że właśnie patrzymy na przyszłych mistrzów olimpijskich.

Choć tamta lokata była nadzwyczajnym osiągnięciem w historii japońskich par, do olimpijskiego podium wciąż brakowało im lat świetlnych. Przez kolejny cykl olimpijski Japończycy urośli jednak w siłę, seryjnie meldując się na pierwszych i drugich miejscach najważniejszych światowych imprez. No właśnie – pośród tych największych sukcesów zdarzały się też „tylko” drugie lokaty. Ta drobna chimeryczność sprawiała, że zwycięstwo w Mediolanie nie było pewne

Ich wcześniejsze wyniki punktowe z całego sezonu nie dawały im przecież żadnej bezpiecznej przewagi w korespondencyjnej rywalizacji z rywalami. W tej grze nikt nie miał marginesu błędu. Można się tylko domyślać, jak paraliżująca musiała być dla nich świadomość, że po czterech latach ciężkiej pracy o spełnieniu bądź pogrzebaniu ich marzeń, jak nigdy wcześniej, zadecyduje dyspozycja dnia lub jedno niewinne potknięcie.

Początek olimpijskiej rywalizacji przyniósł najgorszy możliwy scenariusz. Po programie krótkim sytuacja wyglądała po prostu źle. Odległe 5. miejsce i aż 7 punktów straty do liderów, zbliżała ich do zaprzepaszczenia życiowej szansy.

Wtedy do akcji przystąpili gladiatorzy – i to nie tylko dlatego, że jako podkład muzyczny programu dowolnego wybrali genialną ścieżkę dźwiękową z filmu Gladiator.

~ w tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję 😊, bo to porównanie do gladiatorów, idealnie oddaje ich determinację, przypominającą starożytną przysięgę wojowników, którzy przed wejściem na arenę przysięgali, że nie będą oszczędzali się w walce ~

Wracając do 2026 roku… Bezbłędna technika pary splotła się z tym, z czego słyną najbardziej, czyli potężnym, wręcz namacalnym zaangażowaniem emocjonalnym (zwłaszcza u Ryuichiego). Do tego doszła całkowita koncentracja (powiedziałbym, że kosztem naturalności tańca, ale tu stawka była ogromna, więc nie było miejsca na żadną, ale to żadną swobodę). Japończycy musieli postawić wszystko na jedną kartę, a ich siła charakteru w tym kluczowym momencie okazała się imponująca.

Choć po nich na lód miały wyjść jeszcze cztery najlepsze pary – w tym liderzy, którzy w programie krótkim wywindowali kosmiczny wynik ponad granicę 80 punktów – Miura i Kihara idealnie wytrzymali presję. Wysoko punktowana technika połączona z bardzo dobrymi ocenami za komponenty dały im w ostatecznym rozrachunku upragnione złoto oraz rekord świata w programie dowolnym, którym rzucili rękawicę (łyżwę) nadchodzącym rywalom.

Oczywiście można dziś dyskutować, czy Japończycy byli aż tak nieskazitelni, by wykręcić historyczny rekord globu. Kwestią sporną tradycyjnie pozostają noty za komponenty programu. Matematyka broni ich jednak sama: nawet gdyby sędziowie ocenili ich nieco surowiej, przyznając średnie noty 9,50 zamiast 9,75 nadal byłby to rekord świata.

Dla upartego można się u nich doszukiwać braku wirtuozerskiego artyzmu, to jednak nie popadajmy w skrajności – odmawianie im muzykalności byłoby niesprawiedliwe. Riku i Ryuichi znakomicie czują swoje programy, a ich jazda ma w sobie mnóstwo naturalnej energii i plastyczności, która potrafi przekonać do siebie nie tylko kibiców, ale i sędziów.

Miał być koniec o nich, ale… jeszcze kilka słów "po napisach końcowych" 😇

Riku i Ryuichi mają za sobą siedem wspólnych sezonów, ale zanim na siebie trafili … co tu owijać w bawełnę, ich osiągnięcia były "liche".

Riku Miura miała wcześniej tylko jednego partnera (Shoyego Ichihashiego), z którym w ciągu dwóch lat w seniorach najwyżej zajęła 10. miejsce w swoim debiucie na Mistrzostwach Czterech Kontynentów. Choć jako juniorzy rokowali bardzo dobrze. W końcu z powodów różnic w wizji dalszego rozwoju sportowego oraz braku satysfakcjonujących postępów w 2019 roku ogłosili rozstanie.

Jeszcze trudniejszą przeszłość ma za sobą Ryuichi Kihara, który przed Riku współpracował z dwoma partnerkami – Narumi Takahashi oraz Miu Suzaki i z obiema zawodniczkami rozstawał się w trudnych okolicznościach.

Od czarnego scenariusza do hollywoodzkiego finału

Ryuichi Kihara rozstał się z Narumi Takahashi wiosną 2015 roku po zaledwie dwóch latach współpracy. Powodem były przede wszystkim różnice w poziomie umiejętności. Narumi była już medalistką mistrzostw świata z Mervinem Tranem (brąz 2012).

Po rozpadzie duetu Takahashi/Tran federacja gorączkowo szukała dla Narumi nowego partnera, by zdążyć na na igrzyska olimpijskie w 2014 roku. Wówczas namówiono Ryuichiego by przeszedł z konkurencji solistów do par. Plan nie zadziałał. Przynajmniej nie tak jak oczekiwała Federacja i zapewne sama Narumi. Zdobycie kwalifikacji i 18 miejsca okazało się poniżej ich aspiracji.

Duet rozstał się w atmosferze sportowego rozczarowania i poczucia niedopasowania.

Z drugą partnerką Miu Suzaki plasowali się bardzo daleko: tj. zajęli 21. miejsce na IO w Pjongczangu i 24. na MŚ. Na domiar złego na początku 2019 roku podczas treningu doszło do wypadku, w którym Ryuichi doznał wstrząśnienia mózgu i przez długie miesiące nie mógł w ogóle trenować, a lekarze nie byli pewni, kiedy (i czy w ogóle) wróci do wyczynowego sportu. Ciso był ogromny, bo wówczas stracili szansę na start w domowych Mistrzostwach Świata w Saitamie. Brak wyników i perspektyw na poprawę para się rozstała.

Oceniając ówczesny dorobek Kihary (albo jego brak), środowisko widziało go raczej jako solidnego „rzemieślnika” niż materiał na mistrza. Po rozstaniu z Miu miał 26 lat, dwa nieudane partnerstwa na koncie i poważny uraz głowy. Wszystko wskazywało na to, że jego kariera zmierzała ku schyłkowi…

Tymczasem… wiemy co się stało. 😁

Japonia jest niekwestionowaną potęgą w rywalizacji solistów i solistek, ale pary sportowe jakoś do tej pory były ich „piętą achillesową”. Przed erą "Gladiatorów" Miury i Kihary najlepszym wynikiem w historii było 14. miejsce wywalczone w 1992 roku. Świeżo upieczeni mistrzowie olimpijscy zapowiedzieli, że będę działać na rzecz rozwoju japońskich par sportowych (więcej TUTAJ).

Dobra, teraz przechodzą do pozostałych 😉

Obok utytułowanych mistrzów na olimpijskiej tafli coraz śmielej zaznaczało swoją obecność nowe pokolenie.

🥈 Anastasiia Metelkina i Luka Berulava (GEO) nie przyjechali do Mediolanu po doświadczenie. Od początku swojej seniorskiej kariery jasno dawali do zrozumienia, że interesuje ich wyłącznie walka z najlepszymi. Jako dwukrotni mistrzowie świata juniorów błyskawicznie przenieśli swój potencjał do seniorskiej rywalizacji. Na mistrzostwach Europy, począwszy od debiutu dwukrotnie zdobywali srebrne medale, by w 2026 sięgnęli po najwyższy tytuł.

Sytuacja na tafli wydawała się sprzyjająca ich ambicjom. Po zwycięstwie w Europie Gruzini przyjeżdżając do Mediolanu mogli realnie myśleć o medalu. Kto wie może liczyli nawet na złoto (?) - to by do nich pasowało 😎. Słabsza dyspozycja Minervy Hase i Nikity Volodina w trakcie sezonu oraz ich absencja na mistrzostwach Europy mogły utwierdzić ich w przekonaniu, że właśnie nadarza się najlepsza okazja.

Nawet jeśli Anastasiia Metelkina i Luka Berulava zakładali, że Minerva Hase i Nikita Volodin budują najwyższą formę właśnie na igrzyska, wynik ponad 80 punktów w programie krótkim musiał być dla nich sygnałem, że droga do złota będzie znacznie trudniejsza, niż jeszcze chwilę wcześniej mogli przypuszczać.

Po programie krótkim byli na dobrej drodze do zdobycia srebra, jednak rekordowy przejazd Riku Miury i Ryuichiego Kihary całkowicie odmienił układ sił. W jednej chwili walka o złoto zamieniła się dla Gruzinów w walkę o utrzymanie drugiego miejsca.

Metelkina i Berulava nie uniknęli własnych potknięć, jednak potknięcie Niemców, którzy nie obronili prowadzenia z programu krótkiego, pozwoliło Gruzinom sięgnąć po srebro. Pozostaje tylko pytanie: więcej było satysfakcji z olimpijskiego srebra czy żalu, czy niedosyt, że złoto było na wyciągnięcie ręki?

🥉 Minerva Fabienne Hase i Nikita Volodin (GEO) sprawiają wrażenie duetu, który od początku był skazany na sukces. Minerva jest perfekcjonistką – pracowitą, drobiazgową i stale podnoszącą sobie poprzeczkę. Nikita znakomicie wpisuje się w ten sposób myślenia, z łatwością dotrzymuje jej kroku, a jednocześnie wnosi do pary spokój i stabilność.

Ich współpraca wygląda niezwykle harmonijnie. Nic dziwnego, że do Mediolanu przyjechali jako jedni z głównych kandydatów do olimpijskiego złota.

Po programie krótkim wszystko wskazywało na to, że są na najlepszej drodze do olimpijskiego tytułu. Prowadzili z wyraźną przewagą, ale olimpijska tafla po raz kolejny pokazała swój nieprzewidywalny charakter. W programie dowolnym zajęli dopiero czwarte miejsce. Ostatecznie wywalczyli brąz.

Cztery lata wcześniej Minerva wracała z igrzysk z poczuciem bezsilności. Jej ówczesny partner tuż przed startem przeszedł chorobę i już podczas występu było widać, że nie jest sobą. 

Tym razem stanęła na olimpijskim podium, ale złoto wymknęło się niemal w ostatniej chwili. Z drugiej strony, mówimy tu przecież o olimpijskim brązie – medalu, którego zdecydowana większość sportowców nigdy nie zdobędzie (przepraszam za brutalną szczerość).

Sukces o gorzkim posmaku

Maria Pavlova / Alexei Sviatchenko (HUN/ 4. miejsce): Technicznie należą do ścisłej światowej czołówki, ale wciąż brakuje im tej odrobiny wyrazistości, która pozwala wygrywać z najlepszymi. Skorzystali na problemach Niemców i zajęli trzecie miejsce w programie dowolnym, ale w klasyfikacji końcowej wynik nie zapewnił im podium.

Wenjing Sui / Cong Han (CHN/ 5. miejsce): Powrót legend miał przywrócić Chinom miejsce wśród najlepszych par świata. Olimpijska rzeczywistość okazała się jednak znacznie trudniejsza, boleśnie przypominając, że nawet najwybitniejsi mistrzowie nie są w stanie zatrzymać czasu.

Lia Pereira / Trennt Michaud (CAN/ 8. miejsce): Przez chwilę wydawało się, że włączą się nawet do walki o medale. Bliskość ścisłej czołówki była dla nich nowym doświadczeniem i w decydujących momentach zabrakło nieco swobody. Mimo wszystko zakończyli igrzyska, wyprzedzając swoich bardziej utytułowanych rodaków – Deannę Stellato-Dudek i Maxime'a Deschampsa. Medalowy sukces przyszedł na Mistrzostwach Świta (3. miejsce), co pozwala sądzić, że występ na IO nie był falstartem.

Gospodarze pod ciężarem oczekiwań

Najlepsi z Włochów Sara Conti / Niccolo Macii (ITA) dysponowali wszystkimi argumentami (dwa brązowe medale z MŚ), by walczyć o olimpijskie krążki. Presja startu przed własną publicznością okazała się jednak zbyt dużym ciężarem i duet skończył na 6. pozycji.

Powód do umiarkowanego optymizmu

Julia Szczecińska / Michał Woźniak (POL): Polacy zakończyli rywalizację na 13. miejscu, notując najlepszy olimpijski wynik polskiej pary sportowej od czasu Doroty Zagórskiej i Mariusza Siudka, którzy na IO 2002 zajęli 7. miejsce – najwyższe w historii polskich par sportowych na igrzyskach. 

Awans Julii i Michała do programu dowolnego był cennym osiągnięciem i tlącą się iskierką nadziei, że polskie pary powrócą do regularnej rywalizacji. W tym momencie ten płomień, że to będzie Julia i Michał nieco przygasł, bowiem para się rozstała. Ale Michał szuka już nowej partnerki.
Szczegółowe wyniki z Igrzysk 2026 na stronie ISU - TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz